Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nigdy nie korzystajcie z usług peruwiańskich prostytutek!

171 997  
647   56  
To było parę lat temu. Wybierałem się wtedy do Peru i nieoczekiwanie podłączyło się do mnie dwóch kumpli – Wojtek i Grześ. Jako że nie była to moja pierwsza wizyta w tym kraju, znałem już tamtejsze realia i wiedziałem, których miejsc uchodzących za mało bezpieczne należy unikać. I dlatego też do tych właśnie miejsc planowałem się wybrać.


Nie żebym był jakimś kozakiem szukającym adrenalinowej lewatywy. Tak się akurat złożyło, że robiłem wtedy reportaż o tradycyjnych ceremoniach w północnych Andach, a żeby tam się dostać, trzeba było niestety zatrzymać się w paru mniej ciekawych miasteczkach.
Tego dnia wylądowaliśmy w Chiclayo - mieście słynącym z dużej przestępczości. Byliśmy wtedy po kilkunastogodzinnej podróży autobusem, a musicie wiedzieć, że po takiej podróży tanim, peruwiańskim autobusem człowiek czuje się jak po noclegu w betoniarce. W nocy nie ma co się szwendać. Plan był więc taki, żeby nabyć butelkę (a najlepiej od razu dwie) mocnego alkoholu i kulturalnie upić się na amen w jakimś obskurnym hotelu.



Pomysł został wdrożony w życie. Niezwłocznie. Flaszki zostały opróżnione. W trakcie tej absorbującej czynności odbyło się kilka głośnych dyskusji, były śmiechy, zwierzenia... Wiadomo, jak to po wypiciu kilku pucharów wody ognistej. Jednemu z chłopaków, Wojtkowi, włączyła się szczerość. „Nie śmiejcie się, ale potrzebuję seksu. Jesteśmy już w podróży od kilku tygodni. Na ręcznym nie chcę jechać. Serio - mam straszliwe ciśnienie. Chciałbym zobaczyć jak to jest, no wiecie… Z Latynoską”.
Normalnie nigdy bym nie zaproponował czegoś tak idiotycznego, lekkomyślnego, ale że upity byłem, to bez dłuższego namysłu zasugerowałem - „Moglibyśmy wyjść z hotelu i rozejrzeć się dla Wojtusia za jakąś panią oferującą płatną miłość. Jak myślicie?”.



Kumple bardzo entuzjastycznie zareagowali na ten pomysł i już po chwili człapaliśmy chwiejnym krokiem przez zapyziałe ulice jednego z najbardziej niebezpiecznych miast w tym kraju, mijając po drodze grupki gapiących się na nas wąsatych zakapiorów i nieco zamroczonych ćpunów wąchających dziwną maź z plastikowych torebek. Dookoła biegały kulawe, wychudzone psy, szukające resztek żarcia w walających się na ziemi śmieciach i poplamionych tłuszczem z kurczaka fragmentach gazet. Klimat gorszy niż na Wschodniej w Łodzi.
W końcu ją zobaczyliśmy. Stała po drugiej stronie ulicy. Dość krępa, ale z dużym biustem. W miniówie odsłaniającej jej niezbyt zgrabne nogi wepchnięte w dziurawe rajstopy. Nie, no – poważnie – słabe 2/10. Nawet w mocno zaniżonych kryteriach jurora, któremu alkohol upiększa rzeczywistość.
„Może być!” - krzyknął radośnie Wojtek. Powiedziałem chłopakom, żeby podeszli bliżej, przyjrzeli się, zagadali… Grześ miał taką małą książeczkę z rozmówkami polsko-hiszpańskimi, więc chłopcy mogli zapytać ladacznicę o prawdopodobieństwo opadów w dniu jutrzejszym czy - dajmy na to - ceny bagietek. Jak kolega uznałby, że naprawdę warto wydać hajs na seks z tą panią, to wówczas do akcji wkroczę ja i wytarguję dobrą cenę. Warunek miał być jeden – Wojtuś miał założyć na siebie minimum trzy prezerwatywy.



Moi towarzysze dziarsko zbliżyli się do dziewczęcia. Już po kilku sekundach szukający wrażeń Wojtek chwycił ją za rękę i z jakiegoś powodu oddalił się w czeluście jednej z małych, nieoświetlonych uliczek. Podbiegłem do drugiego z kolegów, który wyraźnie z siebie zadowolony patrzył na znikającą w ciemnościach parę. „Stary, na migi wytargowałem dobrą cenę. Zrobi mu loda za równowartość 10 złotych. Czaisz?” - rzekł Grześ, pusząc się jak paw. Dyszka za taką usługę. To całkiem tanio. Nawet jak na peruwiańskie warunki. Tu musiał być jakiś haczyk. Obawiałem się najgorszego z możliwych haczyków...



No, nic. Ruszyliśmy za nimi. Okazało się, że na końcu śmierdzącej moczem alejki znajduje się coś na kształt hotelu. Ale takiego hotelu przez „ce-ha”. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek potyka się o zużyte igły, prześcieradła pełne są wszelkich możliwych płynów ustrojowych jakimi dysponuje człowiek, a największą ilość gości tego przybytku stanowią rodziny karaluchów (z dziećmi i ekipą pcheł w gratisie).



Gdy tak sobie szliśmy, smród chyba odrobinę mnie otrzeźwił. Teraz nieco przytomniejszym już okiem spojrzałem na dziewczynę, z którą to zaraz miał zabawiać się nasz kolega. Posiadała ona dość wąskie biodra, oponkę na brzuchu, absurdalnie wręcz krótkie nóżki i wyraźny problem z chodzeniem w butach na obcasie. Kolebała się jak jakaś zdezelowana, spóźniona SKM-ka, zapierdzielająca i gibającą się niezdarnie na powyginanych szynach. Dziewczęciu nie można było natomiast odmówić żylastych łydek, dość szerokich pleców i całkiem sporych, jak na kruchą niewiastę, barków. W bicepsie też miała całkiem niemało.



Podzieliłem się tymi niepokojącymi spostrzeżeniami z Grzesiem. „E, tam. To pewnie kwestia nadprodukcji testosteronu. Wiesz, to przez złą dietę i te… no… gje-em-o. To gówno jest wszędzie, ziom. W żarciu, w wodzie, w szczepionkach, normalnie...” - wymamrotał kumpel, wyraźnie nie chcąc pogodzić się z tym, że prawdopodobnie postawił naszego towarzysza w chujowej sytuacji. Dosłownie.
Ja tymczasem zamknąłem się w sobie i pogrążyłem w mrocznych myślach. Jak bym się czuł na miejscu Wojtka? Wchodzę do pokoju z dziewczyną. Ta zaczyna robić mi laskę i jakoś tak w połowie roboty powoli do mnie dociera, że osobą przyssaną do mojego pionka jest facet, który właśnie szoruje mi swoimi nieogolonymi policzkami po jajkach. Chryste najdroższy! Czy ten nieświadomy akt liczy się już jako pełnoprawny stosunek homoseksualny? A skoro mimo wszystko jest całkiem fajnie, to może starać się o tym nie myśleć, pozwolić typowi skończyć, dać mu dyszkę i liczyć na to, że kumple nie wiedzą tego, co wiem ja? Aż mnie ciarki przeszły na samą myśl o takich dylematach! To było niczym kubeł zimnych pomyj chluśnięty mi w twarz. Na wielkiego Wirakoczę! Przecież właśnie zaserwowaliśmy Wojtkowi coś, co może skończyć się dla niego prawdziwą traumą, depresją i poczuciem bardzo głębokiego wstydu!



„Nieeeee!!!” - wrzasnąłem na całe gardło, kiedy kumpel i krępy Latynos w podartych rajtuzach zniknął za drzwiami „hotelu”. Nie było już ratunku. Kości zostały rzucone. Penis na ławę! Gość, za cenę dużej porcji frytek, zostanie oralnie obsłużony przez jakiegoś Manolo z próchnicą, HIV-em i zapewne silnym uzależnieniem od cracku. Nawet nie wiem, czy miałbym okazję drzeć łacha z kogoś, komu przytrafiła się taka przygoda.
Nieoczekiwanie wrota drzwi speluny lekko otworzyły się i ze środka powoli wysunęła się głowa naszego Wojtka. „E, chłopaki. Ja tak sobie myślę… Wiecie, to chyba jest facet!”.
Kilka sekund później gnaliśmy przed siebie na złamanie karku, potykając się o butelki, bezdomnych meneli i własne nogi. Nie mam pojęcia, czy gonił nas jakiś lokalny alfons, czy sam transwestyta – wściekły, że stracił czas na klienta – chujka, co to w ostatniej chwili zrezygnował z zakupu usługi. A może uciekaliśmy przed własną głupotą, która zagnała nas w te rejony miasta? Nieważne! Byle szybciej, byle do hotelu. Zamknąć drzwi na cztery spusty, zabarykadować kredensem i nie wychodzić do rana!



Dopiero na miejscu Wojtek, po złapaniu oddechu i włożeniu łba pod strumień zimnej wody, powiedział nam, co się wydarzyło. Wszedł do speluny. Przy blacie recepcji na stołku kimał sobie jakiś znieczulony rumem Pedro, któremu zupełnie nie przeszkadzało ostre światło rzucane przez silną lampę jarzeniową.

Tymczasem to jej intensywny blask uratował Wojtka przed decyzją, której mógłby żałować do końca życia. W tej intensywnej jasności zobaczył on bowiem mankamenty urody swojej wybranki. Głównie było to wydatne jabłko Adama i dwudniowy zarost, którego absolutnie nie było widać w migającym świetle ulicznej latarni. Gdyby jeszcze parę sekund dłużej spędził na wizualnej ocenie „dziewczęcia”, to pewnie w oczy rzuciłby mu się też worek mosznowy wyraźnie odstający na mocno opinającej dupsko miniówie. Błyskawicznie otrzeźwiały Wojtek wysunął więc głowę przez drzwi, aby podzielić się z nami swoim spostrzeżeniem. W odpowiedzi, my także wyraziliśmy swoje wątpliwości co do płci prostytutki, chóralnie wrzeszcząc „Wojtuuuś! Spierdalaaaaaj!”.
To był jeden, jedyny wybryk. Nauczka, która chyba tylko dzięki naszemu wrodzonemu fartowi nie zakończyła się wyjątkowo paskudnie. Nawet nie chcę wiedzieć, jak by to wszystko się potoczyło, gdyby światło w recepcji było zgaszone.



Wojtek denerwował się, gdy wracaliśmy do tego tematu. Ta przygoda chyba go trochę osłabiła, bo parę dni później paskudnie się pochorował. Biegunka i temperatura w ciągu kilku dób zamieniła chłopaka w smutnego, odwodnionego suchoklatesa. Zgodnie uznaliśmy, że fatalny stan zdrowia naszego kompana jest doskonałą sposobnością, aby przekonać się, czy szamańskie ceremonie uzdrawiające są skuteczne. Tak się akurat złożyło, że w miejscu, do którego jechaliśmy, na wysokości ponad 4 tysięcy metrów n.p.m., położone są święte laguny Las Huaringas – miejsce pielgrzymek Indian z całej Ameryki Południowej. Dręczony chorobą delikwent umieszczany jest w lodowatej wodzie, a curandero wyśpiewuje modlitwy do wszystkich świętych i błaga ich o zdrowie dla swojego pacjenta.
Złapaliśmy autobus, władowaliśmy do niego tobołki, plecaki oraz półprzytomnego Wojtka i z poczuciem misji ruszyliśmy wąskimi serpentynami andyjskich dróg.

Czy Wojtek przeżył zabiegi lecznicze i jak wygląda tradycyjne przyjmowanie San Pedro – meskalinowego kompotu, pewnie jeszcze kiedyś wam opowiem.

Oglądany: 171997x | Komentarzy: 56 | Okejek: 647 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało